poniedziałek, 30 maja 2016

Niebo, z widokiem na raj

 
 
W tym roku, wyruszyłam w swoją małą, sentymentalną podróż (o poprzednich można przeczytać tu i tu) trochę później niż zwykle.
Gdy wysiadłam z pociągu powietrze było już bardzo nagrzane i pachnące. Około 28`C robiło swoje, a przede mną była długa droga. Szłam, a  myśli w mojej głowie pojawiały się samoistnie i  płynęły swobodnie. Krajobrazy, dźwięki i zapachy późnej wiosny  
nasuwały mi różne skojarzenia. Miałam szczęście, bo załapałam się jeszcze na zapach
 oszałamiająco pachnącego bzu.


Pierwsze skojarzenie to słowa znanej piosenki: " Niebo do wynajęcia/ niebo z widokiem na raj" 
Ta melodia towarzyszyła mi przez większość drogi na cmentarz. 
 
 


 
 
A ja korzystałam z uroków końcówki maja i myślałam o tym,  jak wszystko w przyrodzie ma swój czas i rytm. Bo przecież jeszcze niedawno kwitły drzewa, a teraz już na nich widać zawiązki przyszłych owoców. Czas płynie i powoli zatacza koło.

 

Ciepła pogoda, niedojrzałe owoce i wszechogarniająca zieleń - wszystko to przywiodło mi na myśl czas wakacji. Kolorowe dni swobody, radości i przestrzeni. 
Czas, w którym królowała przyroda. Na polach zaczynało wszystko rosnąć i dojrzewać.
A powietrze między wyrośniętymi, ale jeszcze zielonymi  źdźbłami zboża, pachniało tak cudownie. Tak potem pachnie chleb...


Gdy tak patrzyłam i podziwiałam znajome widoki, ogarnęła mnie fala radości. 
Stała się niczym miód wylany na moje serce - słodka i kojąca. Cieszyłam się z małych, prostych rzeczy - z tego, że tu jestem; z tego, że jestem tu teraz; i że mam jeszcze takie miejsce, do którego mogę przyjechać i powiedzieć, że jest moje.


Ta radość sprawiła, że mimo upału, szło mi się bardzo dobrze. Na dręczące mnie jeszcze wczoraj pytania, co chwila dostawałam automatycznie odpowiedzi. 
I tu przypomniały mi się słowa wiersza " Białej lokomotywy" Steda:

(...)
"Suniemy poprzez  czarne łąki
Suniemy przez spalony las
Mijamy bram zwęglone szczątki
Płyniemy przez wspomnienia miast
Białą lokomotywą

Gdzie brzęczą pszczoły pluszcze rzeka
Gdzie słońca blask i cienie drzew
Do tej co na mnie w życiu czeka
Do życia znowu nieś mnie nieś
Biała lokomotywo"

Tak, bo te moje podróże  zawsze niosą mnie do życia. Sprawiają, że życie ma smak i sens.
Nie są tylko wyrazem tęsknoty,  za tym co było i nie wróci, 
ale też stawiają do pionu i dają  nadzieję na przyszłość.





W tym roku miałam szczęście, bo zwykle zamknięty kościół, tym razem był otwarty. A to za sprawą remontu (malowania) wnętrza. Skwapliwie skorzystałam więc z okazji i weszłam na chwilkę,  aby przywitać się z moją ukochaną Matką Boską Zielną - królową parafii 
(odpust 15.08. każdego roku). 












Miło był patrzeć na odnowione freski i odświeżone ściany. 
Kościół w M. pięknieje w oczach. 

  *
Na cmentarz dotarłam przed południem. Czas upłynął mi na porządkowaniu grobu i odwiedzaniu bliskich. Te chwile są dla mnie zawsze bardzo intymne i bezcenne.
 *




Droga powrotna była także przyjemna. Na stację PKP dotarłam przed czasem. Po całym dniu marszu byłam zmęczona, ale jak zwykle szczęśliwa:)





 Pozdrawiam

***
***

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli podobają Ci się moje prace, pozostaw po sobie ślad, w postaci komentarza. To dla mnie najlepsze wyróżnienie. Pozdrawiam:)